Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 maja 2010

Maj


Maj-1
Originally uploaded by Soczewka Fresnela

Oto właśnie Latarnik zainteresował się narzędziem zwanym FLICKR i możliwością blogowania bezpośrednio z tej strefy :) Przy okazji zareklamuję pomysł, do którego i ja się dołączyłem. Jeśli ktoś ma jeszcze ochotę może dołączyć do grupy May - one picture a day i tam zamieszczać swoje zdjęcia. Polegać to miało na tym, by przez cały maj dodawać po jednym zdjęciu na każdy dzień.

Podobnych projektów było już w sieci mnóstwo, ale akurat maj to chyba najbardziej ulubiony miesiąc Latarnika... :)

czwartek, 31 grudnia 2009

2009/2010

W związku z faktem, iż dzisiejszej nocy zmienią nam sie dwie ostatnie cyferki roku pozwalam sobie zamieścić życzenia (lub cokolwiek to jest), które dostałem meilowo od mojego przyjaciela poety Dariusza Ch. 


"Czego życzyć
na nowy rok 2010
czyżby samej nieprawdy

by w państwie działo się lepiej
by politycy zaczęli myśleć o sprawach publicznych nie tylko publicznie
żeby obchodziły nas kryzysy światowe szerokim łukiem i poszły gdzie indziej
żeby ludzie nie zabijali się o pieniądze i się w ogóle nie zabijali
by dzieci były ciekawe świata nie tylko z gier komputerowych
byśmy wreszcie wydorośleli i popatrzyli na świat jaki jest a nie jaki wydaje nam się że mógłby być
a może jednak sobie tego nie życzyć


Kiedy ciemność chodzi sobie po ulicach z zamkniętymi oczami
a latarnie pochylają zawstydzone głowy przed słońcem
Mróz przyklejony do szyby podgląda na zmianę z deszczem uśpionych ludzi.
Jego natarczywość może obudzić Twoje sumienie.

Podejdź wtedy z lampką szampana i choć na chwilę
poczuj jak ogrzewa Cię blask kolorów w oczach ukochanej osoby.

P.S. A może na 600 lecie kolejny Grunwaldzik"


Od siebie dodam, iż nie powziąłem na nowy rok żadnych postanowień :) Mógłbym sie jeszcze rozczarować albo pozostać niespełnionym.. :)

Chociaż życzyłbym sobie znaleźć więcej czasu i samozaparcia na czytanie książek,  na ćwiczenie Tai Chi i granie na gitarze (że o bębenku nie wspomnę) 


A poza tym DO SIEGO ROKU!

środa, 11 listopada 2009

11.11

spisana czarno na białym
czcionką z lat dawno już przeszłych
zgnieciona w kulę która mknie
w przestrzeniach umysłu
zbita w srebrny koralik na broszce
starszej pani
na spince do włosów
i do krawata

spisana i odczytana
błyszcząca dla mas
i dla mas niezrozumiana
tak niecodziennie codzienna
wolność

czwartek, 5 listopada 2009

Przez ocean

Dziś zamieszczam zrzut z mapką. Dlaczego tak? Odpowiedź kryje się na zdjęciu w zakreślonym miejscu :) Dodam, że to nie ja odnalazłem tę trasę. Kumpel z pracy podpowiedział mi co mam wpisać.

środa, 4 listopada 2009

Leszcz ze ściegiem

No i stało się... Wiało dwa dni. Raz mocniej, raz lżej, ale wiało. I przywiało pierwszy drobny śnieżek. Z deszczem, bo przecież za ciepło na sam śnieg. Zobaczymy co dalej... :) 

Wiatr przywiał też parę myśli poskładanych w litery...


--  --  --

w koleinach wiatru

z rozpiętą

po ostatni guzik głową

przebiegam z ulicy w ulicę

głęboko połykając świat


oczy łakomie szukają

ostatnich oznak jesieni


A za oknem deszcz ze śniegiem, deszcz ze śniegiem, deszcz ze śniegiem, leszcz ze ściegiem...

środa, 28 października 2009

Właściwie nie wiem jaki tytuł :)

Żona mi mówi, że jestem głupi... Hmm... Ostatnio tkwię w świecie MACHINARIUM więc może coś w tym jest... :D

Zanurzam się też w najnowszej płycie ARCHIVE. Im więcej słucham, tym bardziej mi się podoba. Wcale nie jest tak smutna, jak pomyślałem po pierwszym przesłuchaniu...

A z kolei dziś"chodziła" za mną ta piosenka Piotra Bukartyka:


A tu wersja alternatywna tego samego utworu w wykonaniu orkiestry Ptaszyska:

środa, 14 października 2009

Stary świat

Jest taka mapa z wizerunkiem świata, na kórej jeszcze nie było Australii. Zachwyca mnie od dawna. Na rycinach, rysunkach, przedrukach. Widziałem nawet puzzle z obrazem tej mapy. A wczoraj dotarła do nas paczka z mapą Starego Świata wykonana z miedzianej blachy. Wygrzebana całkiem przypadkiem na Allegro za hmm... myślę, że nie takie znów duże pieniądze :)


A jutro... ARCHIVE w Krakowie :)

Tylko 8 godzin autobusem w jedną stronę :) 

czwartek, 8 października 2009

Kartka i Trójka

Niedawno był tzw. Dzień Chłopaka :) Na miano chłopaka trochę może za stary już jestem, ale Żona mówi do mnie "chłopie" więc się kwalifikuję :) Z tejże okazji dostało mi się przecudnej urody kartkę uczynioną metodą scrapbookingową przez Cynkę. Tak oto wygląda kartka, za którą ukłony po pas i niżej nawet. Dzięki!



Z innej beczki... Ponieważ wybieram się w sobotę na Dzień Otwarty do mojego ulubionego Radia mam pytanie: czy ktoś z Was zna jakieś tanie i niedrogie miejsce w stolicy (najlepiej w okolicy centrum miasta) gdzie można przenocować? Dworce lubię, ale jakoś chłodno trochę szwendać się całą noc. Pytam, bo być może zostanę na Liście Przebojów PR3, a wtedy nie mam już czym wrócić do domu :) Jakby ktoś coś wiedział, to na meila poproszę :)

niedziela, 4 października 2009

Czytam...

Jak w tytule czyli czytam. Ostatnio właściwie tylko w sieci, a chciałbym raczej czytać na papierze. Tak, blogi też można sobie wydrukować, ale to bez sensu, bo za szybko się zmieniają :) Czytam blogi, czytam wiadomości, artykuły... Brakuje mi wieczorów z książką, gorącą herbatą i dobrą muzyką... Wiadomo, życie codzienne jest na tyle absorbujące, że na takie czytanie nie ma po prostu czasu. Albo sił. Wieczorem światło już nie te, oczy zaczynają szczypać od literek...

Z tego wszystkiego chyba też jakieś osłabienie rozumienia czytanego tekstu się pojawiło. Żadna trudniejsza w odbiorze pozycja nie przechodzi próby czytelniczej. Przebrnąłem ostatnio przez "Zanim Cię Znajdę" IRVINGA, ale to już nie ten sam autor co przy "Świecie wg Garpa". Nudziłem się momentami okrutnie. Potem próbowałem "Bambino" INGI IWASIÓW, lecz poległem na mniej więcej 20 stronie. Nie przemówiła do mnie ani treść, ani sposób pisania. Mimo, że zapowiadało się ciekawie. Teraz zacząłem "Morderców" ELII KAZANA. Lubię tego pisarza, poprzednie książki, które mi wpadły w ręce były ok. Dobrze się je czytało i nie były głupie. Ta zaczyna się nieźle i jak na razie wciąga :)

To tyle o czytaniu. O pisaniu nie będzie, bo wena gdzieś poszła i nie chce wrócić. Już ja ją przywitam... :)

P.S. Mamy NIKE dla Poety :) 

sobota, 19 września 2009

Spacerem po metafizyce...


Byliśmy w parku. Od kilku dni już mnie tam ciągnęło, bo ładna pogoda i ładne światło... :) Pokręciliśmy się troszkę. Dziewczyny i Konrad zbierali kasztany, ja klonowe liście dla M. i obrazki w aparacie :) Jesiennie już...





Wczoraj byłem na pogrzebie małej dziewczynki. Przegrała życie tu, na Ziemi... Wygrała Życie Wieczne... Dziwnie się czuję... Myślę o niej, o jej rodzicach, o tym na ile ja odnalazłbym się w takiej sytuacji... 

Trudne to wszystko, smutne... Staramy się zrozumieć, poszukać sensu. Wierzymy, że jest, że całej metafizyki świata jeszcze szlag nie trafił.

Podczas mszy w kościele krążył motyl. Fruwał, przysiadał na plamach światła, był...


 


czwartek, 17 września 2009

17 września

Dziś mija 70 lat od wkroczenia Armii Radzieckiej do Polski. Coraz więcej o tym wydarzeniu się mówi, coraz więcej wiemy, choć ciągle jeszcze nie wszystko. Nigdy też pewnie wszystkiego się nie dowiemy, bo taka już jest historia. Pokręcona, utajniana, zmieniana na korzyść aktualnie rządzących... Ale to nic. Ważne, że się mówi. Że wiemy.


A ja dziś miałem sen, który udało się choć troszkę zapamiętać :) Śniło mi się, że przeniosłem się w przeszłość i tam spotkałem... Wojciecha Manna. Był młody i jeszcze nie wiedział, że będzie pracował w radio. Ja mu opowiedziałem jakie programy będzie prowadził, jaką muzykę grał i tak dalej... 

A potem nagle znalazłem się w innym mieście, gdzie wielu ludzi próbowało przekroczyć nielegalnie granicę do jakiegoś kraju. To nielegalne przejście znajdowało się pomiędzy jakimiś starymi opuszczonymi magazynami. Po tamtej stronie na dachu jednego z tych budynków stał snajper i czatował na tych, którzy próbowali przejść. 

Sny, historia... i dzień wolny od pracy :)

piątek, 11 września 2009

Kuracja... :)

Taaak... Dziś do pracy podszedłem jak do przyjemności :) Nie robiłem tego, co robię zwykle, lecz dałem sobie na luz i robiłem... coś innego :) Dodatkowo odprężając się czytaniem zaległych wpisów na Waszych blogach :) :) 

Popołudnie też w zasadzie leniwie... Łapaliśmy z dzieciakami ostatnie promienie lata. Ciepło dziś było, nawet bardzo ciepło. Dziewczynki znów mogły biegać na boso po ogrodzie...

Udało mi się też przyłapać strażnika gruszek od strony pleców :) {Marius, zamknij oczy!}


A to dojrzewające w słońcu malutkie grona winorośli. Piękne i smaczne :)


A jutro sobota... Być może koncert reggae albo "Katyń" w TV... Się zobaczy jeszcze :)

Na koniec wstawka videomuzyczna. Kiedyś dużo słuchałem takiej muzyki, a niedawno wygrzebałem ją na Youtube. KITARO i mój ulubiony jego utwór:


P.S. A propos fobii.. Wie ktoś może jak nazwać lęk przed teściowa? Teściowofobia ale po łacinie... Nie żebym się bał swojej, pytam z ciekawości :)


czwartek, 10 września 2009

Zmęczenie...

Wczoraj w pracy 13 godzin przed monitorem komputera. A dziś ból głowy niemal cały dzień. Sama radość. Zmęczenie dobija. Nie chce mi się myśleć, pisać... Nawet jeść nie za bardzo :)

W dzisiejszym upale znalazłem śmiesznie kwitnącego słonecznika.One są jak promienie wrześniowego słońca. Jeszcze w listkach, jeszcze w płatkach, ale już niemal z dojrzałymi nasionami.

I jeszcze taki jeden co pilnuje dojrzewających gruszek... Na pajęczynie wielkości sporego talerza...



poniedziałek, 7 września 2009

Taczki :)

--  --  --

zawsze zasypiam

na tej czy innej

krawędzi świata

budzę się zawsze

gdy cichną

szepty snów


pomiędzy brakiem nocy

a brakiem dnia

są tylko chwile

które próbuję złapać


Od rana praca, praca, praca... Zajob taki, że nie ma kiedy taczki załadować... Dawno już takiego zamętu w Firmie nie miałem. Ale co ja będę narzekał. Grunt, że z tego zmęczenia od roboty powstają w głowie jakieś pokręcone zlepki słów zwane wierszami :) Pocieszam się chociaż tym, bo słowo "urlop" zaczyna brzmieć jak "wakacje na Seszelach" :)

A w domu jesień, bo dzieciakom z nosów zaczyna kapać...

sobota, 29 sierpnia 2009

Chłopiec z latawcem :)

Kilka dni temu któreś z dzieciaków z ulicy puszczało latawca. Takiego kupionego w sklepie z zabawkami. Latał wysoko... aż zawisł na naszym orzechowym drzewie. Na szczęście odratowano go bez szkód i latał dalej.

Natchnęło mnie to trochę, by samemu zrobić moim dzieciakom latawca. Trochę pojęcia o budowie latawców mam - nie żebym się chwalił - bo w dzieciństwie sporo się ich kleciło latem. Zwłaszcza, że tuż pod domem co roku odbywały się zawody latawcowe. Zawsze we wrześniu. Raz czy dwa nawet coś wygrałem. Najpierw indywidualnie za latawiec płaski, a potem z kumplem za skrzynkowy.

Zatem wykorzystując nabyte doświadczenie wyszukałem dwa patyki bambusowe, trochę drutu, sznurek i szary papier i skleciłem nieduży płaski latawiec. Puszczanie go odbyło się przy całkiem sporym wietrze, ale niestety latawiec za bardzo nie latał. I do tej pory lata słabo, bo nie mam czasu, by poprawić linki i odpowiednio go wyważyć - trochę skręca  w prawo.


Gwoli wyjaśnienia do poprzedniego posta... Na Białej Lokomotywie nie byłem jednak. Jakoś mi się odechciało jechać... Zamiast tego poszliśmy na nasze lokalne obchody końca lata. Dzieciakom nawet się to podobało.

To tyle na dziś... Może jutro się coś dopisze... :)


środa, 26 sierpnia 2009

Napisałby coś człowiek, ale nie ma czasu... A jak ma to pomysły ulatują nie wiadomo dokąd... Wspomnę zatem, że wczoraj był w Poznaniu Radiohead, na którym nie byłem i nie zamierzałem być. Chyba, że zarabiałbym dwa i pół raza więcej niż teraz :)

I wspomnę również, że w najbliższy piątek i sobote w Aleksandrowie Kujawskim odbędzie się 10 edycja Białej Lokomotywy. Jest to impreza poświęcona Edwardowi Stachurze, który pod Aleksandrowem mieszkał. Być może będę, być może porobię zdjęcia... :) Załączam PROGRAM  tejże imprezy i zapraszam jak ktoś lubi takie klimaty. 


wtorek, 18 sierpnia 2009

Post bez posta :)


Napisałbym coś, ale nie wiem co :)

Może dlatego, że do firmy wróciłem po mikrourlopie i mam za dużo pracy, która wymaga myślenia?

Tak mi się zdaje... :)

niedziela, 9 sierpnia 2009

Znaleziska

I znów zdjęciowo... Jakoś ostatnio brakuje mi słów na opowiadanie tego, co się wokół dzieje. Posiłkuję się więc fotografią, by choć kawałek stanu rzeczy przekazać.

Najpierw obiecany krzemień. To naprawdę idealnie pasujący do ręki pięściak. Ciekawe do czego konkretnie służył... Do tworzenia narzędzi czy też do rozpalania ognia...

A dalej to już znaleziska z dzisiejszego spaceru z psem. 

Ślimak-nurek, który chwilę po tym jak go złapałem w obiektyw wynurzył się łapać tlen.

Puszka tkwiąca pośrodku nurtu naszej małej zarośniętej rzeki - taki przykład dbania o przyrodę...

Zagubiony na piaskach mokasyn miejscowej Pocahontas...

Na koniec najprawdziwsza "Soczewka Fresnela" w wersji zielonej, rozmiar 0,5 litra...

Takich znalezisk jak trzy ostatnie jest w okolicy sporo. Starsi sąsiedzi narzekają, że brudno, że pełno szkieł, że wnuki nie mogą się w piasku pobawić.. Ale jak im zwrócić uwagę, że to przecież ich dzieci lub wnuki tak śmiecą, to każdy wody w usta nabiera... Ech,daleko nam jeszcze do świadomości, że to od nas zależy czy nasze dzieci i następne pokolenia będą miały gdzie spacerować czy bawić się w naturalnych zupełnie warunkach...

Miało być tylko fotograficznie, ale nie mogłem się oprzeć tej refleksji.. :)

środa, 5 sierpnia 2009

Zapracowany...

Tak, zapracowany ostatnio jestem strasznie. Głównie dzięki mojej firmie, która dostarcza mi niezmordowanie wielu niezapomnianych wrażeń i nie zapomina o mnie kiedy trzeba obciążyć obowiązkami... :) Np 20% pensji brutto zostało nam w tym miesiącu zabrane, bo jest trudna sytuacja finansowa w zakładzie... Ech.. 

Z tego zapracowania nawet ni chce mi się wieczorem pomyśleć i sklecić choćby dwa zdania na bloga... Dobrze, że chociaż czytanie innych nie zabiera tyle czasu i sił :) :)

W niedzielę byliśmy u chrzestnego Agaty. Było miło i upalnie :) Stamtąd dwie "fotopamiątki".

Winogronowy dach nad altaną 

i muszle ze zbiorów chrzestnego ojca


W całym tym zmęczemiu jeszcze udaje się wyłapać czasami takie chwile, kiedy człowiek mimo wszystko odpoczywa wewnętrznie... Dobre i to, choć przydałby się dłuuuugi urlop. A tu raptem 4 dni i można zapomnieć o jakimkolwiek wyjeździe... 

Rzut oka na chwile przyłapane po deszczu...

piątek, 31 lipca 2009

Fotogeniczna mgła

Za oknem rześki poranek... Wyszedłem dziś do pracy wcześniej, bo mam troche zaległości, które trzeba na czas wykonać...

Z podwórka przed domem mamy widok na miasto. W dolinie naszej miejscowej - zarośniętej niemożebnie - rzeki wisiała mgła. Fotogeniczna do bólu. Nic tylko wskoczyć w nią z aparatem :) Tylko, że jakbym wrócił do domu po sprzęt i poużywał sobie w tej mgle to do pracy pewnie nawet na 7 bym się spóźnił... :)

Został obraz w głowie. Mgły i poranka...  Może innym razem wrócę jednak po ten aparat :)