I znów zdjęciowo... Jakoś ostatnio brakuje mi słów na opowiadanie tego, co się wokół dzieje. Posiłkuję się więc fotografią, by choć kawałek stanu rzeczy przekazać.
Najpierw obiecany krzemień. To naprawdę idealnie pasujący do ręki pięściak. Ciekawe do czego konkretnie służył... Do tworzenia narzędzi czy też do rozpalania ognia...

A dalej to już znaleziska z dzisiejszego spaceru z psem.
Ślimak-nurek, który chwilę po tym jak go złapałem w obiektyw wynurzył się łapać tlen.

Puszka tkwiąca pośrodku nurtu naszej małej zarośniętej rzeki - taki przykład dbania o przyrodę...

Zagubiony na piaskach mokasyn miejscowej Pocahontas...

Na koniec najprawdziwsza "Soczewka Fresnela" w wersji zielonej, rozmiar 0,5 litra...

Takich znalezisk jak trzy ostatnie jest w okolicy sporo. Starsi sąsiedzi narzekają, że brudno, że pełno szkieł, że wnuki nie mogą się w piasku pobawić.. Ale jak im zwrócić uwagę, że to przecież ich dzieci lub wnuki tak śmiecą, to każdy wody w usta nabiera... Ech,daleko nam jeszcze do świadomości, że to od nas zależy czy nasze dzieci i następne pokolenia będą miały gdzie spacerować czy bawić się w naturalnych zupełnie warunkach...
Miało być tylko fotograficznie, ale nie mogłem się oprzeć tej refleksji.. :)