Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 października 2011

Prowadzący umarłych - Liao Yiwu

Jeśli kogoś interesują Chiny albo i nie interesują- ta książka jest odpowiedzią na wiele tajemnic o tym kraju. Zwłaszcza z czasów rządów Przewodniczącego MAO.

Można ją zdobyć za cenę komentarza i kilku innych drobiazgów TUTAJ.


Polecam, bo sam przeczytałem.

środa, 4 maja 2011

Taki "wesoły" wiersz...


-- -- --

tak właśnie rodzi się pustka

kiedy w zegarach

zgrzytają mechanizmy

nadawania imion sekundom

kiedy wiatr zaczyna oddychać

ciemnością

a z ulic zmartwychwstają kamienie


tak rodzi się pustka

kiedy budzę się nad ranem

a w resztkach mroku

czają się anioły

których nie przysłał Bóg


tak właśnie rodzi się pustka

kiedy z furkotem czarnych sukien

nie omija nas

panna śmierć

(11.04.11)


niedziela, 9 stycznia 2011

Dobry Wieczór

Dobry, bo minęła kolejna akcja WOŚP. U nas koncerty i licytacja na miarę prowincjonalnego miasteczka, ale zawsze to coś. Próbowaliśmy zlicytować kubek z aktualnego finału z autografem Owsiaka, ale nas przebito :) K. stwierdził, że od dziś zbiera kasę na kolejny finał, bo bez stówy w kieszeni nie ma co podchodzić do licytacji :) - z Moniką jesteśmy innego zdania, wystarczy, że Rybiooka dała kilka swoich drobiazgów na licytację :)


Dobry, bo rano skończyłem czytać książkę Uznańskiego, a wieczorem zacząłem wygranego Dukaja :)

Dobry, bo idę jutro do prezesa pytać o podwyżkę.

No to teraz mogę powiedzieć dobranoc :)

czwartek, 16 grudnia 2010

Dukaj - "Król bólu"


"Król bólu" Jacka Dukaja jest już u mnie. Dziękuję MONI-LIBRI za możliwość przeczytania :)

Tak, tylko czytania, bo zamierzamy ten egzemplarz puścić w obieg. Jeszcze nie wiem na jakich zasadach, ale chodzi o to, by książkę po przeczytaniu posłać do kolejnej zainteresowanej czytaniem osoby. Każdy będzie zaznaczał swoim wpisem w książce blogowy nick i tytuł prowadzonego przez siebie bloga. A jak już książka pokrąży trochę (może np rok?) to podarujemy ten egzemplarz autorowi. Taki jest plan :)

Komputer domowy nam szwankuje i siedzę po nocach ostatnio, żeby poodzyskiwać dane... Ech... A gdzie czas na czytanie... :)

poniedziałek, 18 października 2010

I don`t like monday, I like MannDay :)

Dziś premiera.


Jak ktoś chce mi zrobić prezent w postaci TEJ KSIĄŻKI, to chętnie przyjmę :) A tak serio to polecam. Kto zna Wojciecha Manna z Trójki - wie dlaczego warto.

wtorek, 13 kwietnia 2010

Białe Jabłka

Skończyłem kilka dni temu czytać powieść J. Carrolla, której tytuł w temacie macie :)

Lubię jego książki, choć może nie wszystkie. Po kilku świetnych pozycjach trafiły mu się te słabsze, ale akurat "Białe Jabłka" oceniam jako książkę całkiem dobrą. 

Lubię sposób opowiadania historii jakiego używa Carroll. Prosty język, łatwość czytania. Tematy też pozornie proste. Pozornie, bo jego przemyślenia na temat życia, śmierci i tego co pomiędzy nimi są niezwykłe. Stwierdzenie, że Bóg jest wielką mozaiką, którą nieustannie układamy jest dość karkołomne. Ale ja od dawna odczuwam to podobnie. Bóg to nie staruszek z malowideł, to nawet nie postać. To Energia, a my jesteśmy jakby jej molekułami, nanocząstkami. Bóg jest wszystkim, a więc każdym z nas. My jesteśmy Jego elementami zarówno za życia jak i po śmierci. Bóg jako Kosmos, Wszechświat... Wielu ludziom nie mieści się to w głowie. Ale tak właśnie jest. Postrzeganie Boga holistycznie, całościowo jest w sumie zgodne z postrzeganiem katolickim, a przecież większość z nas jest katolikami właśnie.Książki Carrolla nie mają wiele wspólnego z typowo rozumianą wiarą, religią. Jednak w głębi ich treści dość łatwo można je  odnaleźć. 

Kończyłem czytanie w sobotę. Kilka godzin po katastrofie.

W tym momencie opowieść o Życiu, które pokonuje Chaos i Śmierć była doświadczeniem specyficznym...

P.S. Gwoli jasności jeszcze kilka słów o... Polakach. Zastanawia mnie skąd bierze się ten owczy pęd, by być tam gdzie gromadzą się inni? Pierwsi przechodnie, którzy postawili znicze pod Pałacem Prezydenckim prawdopodobnie zrobili to z czystego szacunku. Ale te tłumy później? Także przejazd przez miasto trumny z ciałem prezydenta... Mało kto nie miał przy sobie aparatu fotograficznego i nie robił zdjęć. Czy nie wystarczy spojrzeć i zapamiętać? Nie rozumiem tego... Ale chyba Polacy mają w swojej mentalności coś takiego, co każe im tłumnie epatować emocjami, szafować na prawo i lewo, publicznie pokazywać, że ja też tu jestem... Strasznie to głupie... I nie ma nic wspólnego ani z żałobą, ani z patriotyzmem. 

czwartek, 4 lutego 2010

Zabawa :)

Kto czytał kilka moich wcześniejszych postów wie, iż do wszelkich łańcuszków mam stosunek ambiwalentny raczej... Czytuje takowe na blogach, czasami biorę udział i z reguły nie posyłam dalej. Tym razem zostałem zaproszony przez Małą Mi i ponieważ rzecz dotyczy książek odpowiadam na poniższe pytania.

1. Czy macie książkę, przez którą choć raz zapomnieliście o świecie? Np wysiąść na odpowiednim przystanku?

 Tak, takich książek było sporo, choć żadna nie przyczyniła się do tego, bym przejechał przystanek czy stację. Z prostego powodu - rzadko czytam w środkach lokomocji, bo rzadko ich używam :) Na pewno mógłbym się zapomnieć przy historiach Tolkiena czy Kinga, ale też przy każdej ciekawie i sprawnie opowiedzianej historii.

2. Czy marzyliście kiedyś o napisaniu książki? Jeśli tak, to jaka by to była książka?

W cichości marzę o tym cały czas :) Jednak im więcej mam za sobą książek przeczytanych, tym bardziej widzę w sobie brak umiejętności i wiedzy do napisania książki. Lubię treści minimalizować więc pewnie pozostanę przy wierszach :) Gdyby mi się jednak udało stworzyć dzieło, to pewnie starałbym się wzorować na moich ulubionych autorach czyli Tolkienie, Kingu, Carrollu, Stachurze i jeszcze jakiejś setce innych :)

3. Książka, która Was zawiodła? Nudą, pustką... czymkolwiek?

Kilka ich było, a może kilkanaście. Żadnej nie pamiętam :)


P.S. Pozwolę sobie też odpowiedzieć na pytania, na które odpowiadała Mała Mi. Podobają mi się :)

1. Czy jest książka, która odwróciła Twoje postrzeganie świata o 180 stopni?

Cała seria książek: trylogia Tolkiena o Hobbitach, cokolwiek czyli wszystko Stachury i "Mechaniczna pomarańcza" Burgessa.

2. Która bohaterka literacka przyspiesza akcję Twojego serca?

Raczej żadna, bo zbyt mało jest w książkach bohaterek :) Najczęściej są bohaterowie, ale jeśli już miałbym wybrać, to pewnie tolkienowska Galadriela w połączeniu z Yennefer od Sapkowskiego :)

3. Który ze światów literackich mógłby się stać Twoim własnym?

Każdy, który akurat mi się podoba w czytaniu :) Najlepiej jednak Śródziemie :)

niedziela, 3 stycznia 2010

WRONIEC

Na dziś zapowiadali mróz. I jest. Odczuwalny był już na spacerze niedzielnym, ale teraz wieczorem czuć go jeszcze mocniej. Tak na nos (bo to on marznie pierwszy), to jest już jakieś 12-13 stopni. Ale co tam.. Taki mróz to jeszcze nic. Bywało zimniej:)

Foto by Rybiooka


Przeczytałem "WROŃCA" Jacka Dukaja. Warto było! Książka czyta się szybko i dość łatwo jest przyswajalna. Z powodzeniem można polecić ją licealistom albo nawet gimnazjalistom z ostatniej klasy :)

Polecam nie tylko z powodu łatwości czytania. Warto zajrzeć, bo ta opowieść o słynnym 13 grudnia i stanie wojennym jest jak najbardziej prawdziwa. Wiadomo, ubrana w historyjkę z gorączkowych majaczeń 7-letniego Adasia, jednak to tylko pierwsza warstwa. Głębiej, pod słowotwórstwem Dukaja kryje się to, co w tamtym czasie faktycznie się zdarzyło.

Taki odbiór tamtych dni odpowiada mi również dlatego, że wtedy też miałem 7 lat. Co prawda Wroniec nikogo mi nie porwał, ale na ulicach widywałem Wojaków-Wroniaków, Bubeków. Szkoda, że nie wiem co wtedy odczuwał mój dziadek, który był Członkiem (choć nie tak przerysowanym jak u Dukaja). Nigdy nie przyszło mi do głowy go zapytać.

Tak czy inaczej do książki warto zajrzeć. Dla ilustracji również!!

niedziela, 27 grudnia 2009

I już po...

Jutro do pracy. Pobudka o szóstej. Dziś i wczoraj leniuchowaliśmy dłuuugo w łóżku, ale świętowania już koniec. 

Św Mikołaj był, prezenty wrzucił chyba przez okno, bo nikt go nie widział... Dzieciaki szczęśliwe, my chyba też. Czy się chwalić prezentami? A czemu nie, chociaż bez zdjęć :)  "WRONIEC" Jacka Dukaja, niewielki tunezyjski bębenek djembe (postukać co nieco się da) i słuchawki douszne SENNHEISER. Małe rzeczy, a cieszą jak nie wiem co :) :)

I żadnych skarpet, krawatów czy szalików na drutach... Mam nadzieję, że nikt z Was takich prezentów też nie dostał :)

A dziś w związku z koniecznością spalenia tego, co się przez czas świąt zjadło, poszliśmy na spacer. Zero śniegu, mech się zieleni jak wiosną, dzięcioły stukają i pogoda całkiem niezimowa. Takie drobiazgi fotograficzne...








A na koniec dynia z Haloween chyba jeszcze. W ogórkach, żeby jej smutno nie było :) Kiszonych.


No to od dziś zaczynamy odliczanie. Do końca roku.

poniedziałek, 12 października 2009

Magiczne Drzewo i kolejny wyjazd...

Jeden wyjazd mam za sobą. Zmęczył mnie okropnie, już chyba za stary jestem na piesze wędrówki po mieście... Kręgosłup wysiada... Chyba też jakieś warszawskie przeziębienie złapałem, bo katar nieustanny od wczoraj...

Drugi wyjazd w kolejce i w związku z tym poszukuję noclegu taniego w Krakowie. Z czwartku (15.10) na piątek. Jak ktoś coś wie, to poproszę o informacje. Kilka miejsc już sprawdziłem, ale tam ceny zaczynają się od 100 zł.

A wracając do sobotniego wyjazdu. W jednej z dworcowych księgarni kupiłem dzieciom książkę Andrzeja Maleszki "Magiczne Drzewo". Na jej podstawie powstał teraz film kinowy. Wczoraj rano zamiast wyjść z łóżka zwołaliśmy dzieciaki i zacząłem czytać na głos. Niewiele brakowało, a skończylibyśmy wieczorem, ale Agatka już zasypiała na stole :) Książka jest świetna!!! Polecam wszystkim rodzicom i dzieciom!! Naprawdę warto przeczytać. I na film chyba też pójdziemy jak się uda.


niedziela, 4 października 2009

Czytam...

Jak w tytule czyli czytam. Ostatnio właściwie tylko w sieci, a chciałbym raczej czytać na papierze. Tak, blogi też można sobie wydrukować, ale to bez sensu, bo za szybko się zmieniają :) Czytam blogi, czytam wiadomości, artykuły... Brakuje mi wieczorów z książką, gorącą herbatą i dobrą muzyką... Wiadomo, życie codzienne jest na tyle absorbujące, że na takie czytanie nie ma po prostu czasu. Albo sił. Wieczorem światło już nie te, oczy zaczynają szczypać od literek...

Z tego wszystkiego chyba też jakieś osłabienie rozumienia czytanego tekstu się pojawiło. Żadna trudniejsza w odbiorze pozycja nie przechodzi próby czytelniczej. Przebrnąłem ostatnio przez "Zanim Cię Znajdę" IRVINGA, ale to już nie ten sam autor co przy "Świecie wg Garpa". Nudziłem się momentami okrutnie. Potem próbowałem "Bambino" INGI IWASIÓW, lecz poległem na mniej więcej 20 stronie. Nie przemówiła do mnie ani treść, ani sposób pisania. Mimo, że zapowiadało się ciekawie. Teraz zacząłem "Morderców" ELII KAZANA. Lubię tego pisarza, poprzednie książki, które mi wpadły w ręce były ok. Dobrze się je czytało i nie były głupie. Ta zaczyna się nieźle i jak na razie wciąga :)

To tyle o czytaniu. O pisaniu nie będzie, bo wena gdzieś poszła i nie chce wrócić. Już ja ją przywitam... :)

P.S. Mamy NIKE dla Poety :) 

środa, 1 lipca 2009

Droga Krzyżowa...

Śniła mi się dzisiaj Droga Krzyżowa. Szliśmy tłumnie przez miasto, ale raczej nie było to moje miasto. Zwracałem w tym śnie uwagę głównie na architekturę. Stare domy, sprzed wieków. Najbardziej dziwiły mnie bramy i drzwi, które wyglądały jak... konfesjonały. Całe z cegły, otynkowane lub nie. Gotyckie. I duże - wielkości bram wjazdowych. Niektóre nimi były.Inne  tylko stanowiły specyficzny  ornament na ścianie lub ogrodzeniu.

Skojarzyło mi się to miasto z dwiema książkami, które kiedyś czytałem. Pierwsza to "TOTENHORN" Kazimierza Truchanowskiego - opowieść o poszukiwaniu siebie i o mieście, które jest alegorią człowieka. Mroczna opowieść chyba trochę inspirowana "PROCESEM" Kafki.

Druga to "MIASTO TWARZY" Jana Witolda Suligi. To jest historia ludu, od pojedynczego człowieka przez stworzenie całego społeczeństwa aż po jego upadek. Zdecydowanie lżejsza w odbiorze niż poprzednia, ale warta przeczytania.

Obie powieści wywarły swego czasu na mnie spore wrażenie.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

A poniżej ilustracja do wczorajszego posta czyli niebo komórkowe :) Nie oddają oczywiście uroku tego, co widziałem, ale mniej więcej tak to wygladało :) :)






niedziela, 26 kwietnia 2009

Rozbieganie, rozmyślanie...

Czas jest tak dziwnym zjawiskiem... Wydaje się, że wystarczy kontrolować zegarek, aby go ujarzmić. Tymczasem to on nas jakoś ujarzmia i wykorzystuje na swój sposób.

Rzadko ostatnio piszę, choć codziennie zaglądam. Brakuje właśnie czasu... Nie tylko na pisanie zresztą. Leży odłożony na później linux do instalacji na laptopie, leżą nie do końca przeczytane ksiażki (aktualnie "Stukostrachy" Kinga i "Rynek w Smyrnie " Dehnela). Kilka innych pomysłów też czeka na realizację. Aktualnie największy priorytet ma GRÓD LIPNO, czyli nieznane oblicze historii mojego miasta.

W komputerze są zdjęcia z jakichś spacerów, ale... czekają na zmniejszenie i wybór :)

Nawet na nowe wiersze nie ma czasu jakoś, chociaż z reguły jest z nimi tak, że po prostu "same się piszą"... Ten poniżej najlepiej chyba opisuje to, co ostatnio w mojej głowie się dzieje...


--  --  --

rozmawiam

sam ze sobą

jak z oceanem

którego fale poruszają

zamknięte w muszlach

kamyki umysłu