Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magiczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magiczne. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 października 2013

Z dedykacją dla E.K., J.V., R.W., i P.Ł.

-- -- -- 

wykorzeniony z niebytu 
poeta nocnych autobusów 
wklejam się w fotomontaż zdarzeń 
na Nowym Świecie 
gdzie wiatr porywa złudzenia 
a październik o 1:16 smakuje jak dwudziesty wiek  
i nic nie jest w stanie oprzeć się słowom

sobota, 7 stycznia 2012

Kudowa

Sprawy rodzinne zawiodły nas tuż po Nowym Roku do Kudowy. Oto kilka fotograficznych zajawek stamtąd. Mimo, że nie jest to w żaden sposób moje miasto to dobrze się tam czuję...








niedziela, 18 grudnia 2011

Krążenie...

Najpierw Cesaria Evora, dzisiaj Havel... W Trójce 10 rocznica śmierci Grzegorza Ciechowskiego. Za kilka dni kolejna rocznica odejścia Tomka Beksińskiego..

Śmierć krąży i zbiera okup za tych, którzy zostają przy życiu...

Kurczę, zaczynam się zastanawiać ile właściwie mam lat...

sobota, 8 października 2011

Tortano!

Przepis parę dni temu pożyczyliśmy STĄD, choć chyba od jakiegoś czasu już krąży po sieci. Dziś udało się zrealizować.

Tak chleb tortano wyglądał przed upieczeniem:


Tak - tuż po:


A tak już w trakcie:


Zaręczam, że był naprawdę pyszny. Musiało być skoro nawet Agata bez szemrania wciągnęła cały kawał ciasta :) Następnym razem może spróbujemy odczekać i zjeść po kawałku na zimno, bo dziś nic już nie zostało...Polecamy zatem i podajemy dalej przepis:

CIASTO
7 g suszonych drożdży
300 ml ciepłej wody
2 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka miodu
1 1/2 łyżki soli morskiej
450 g mąki pszennej (w moim wypadku islandzkiej)

Wszystkie składniki zmiksować i zostawić do wyrośnięcia na około 40 min. Tak by ciasto podwoiło objętość.
Wyrośnięte ciasto wyłożyć na blachę z papierem do pieczenie podsypanym mąką.
Rozciągnąć (rozwałkować) ciasto w prostokąt tak by miało około cm grubości.
Na ciasto wyłożyć nadzienie, zawinąć jak roladę i zrobić czary mary zakręcając kółko :)
Zostawić do wyrośnięcia na około 30 min. Piec 35 min, wstawiając do piekarnika nagrzanego do 250 stopni, i zaraz zmniejszając temperaturę do 200 stopni.
Studzić na kratce.

NADZIENIE*

Pokrojony bakłażan podsmażony na maśle z dużą ilością czosnku dodanego pod sam koniec.
Bakłażan wcześniej posolony wytarty z wilgoci jaka się wytworzyła pod wpływem soli.
Ser feta, ser żółty tarty, pomidory suszone pokrojone w paski, oliwki.

*nadzienie przykładowe - u nas była to papryka, pomidory, czosnek, cebulka, oliwki i lekko podduszone kawałki boczku.


sobota, 10 września 2011

Coś i Gotye

Zaczynam się zastanawiać: co dalej?

Otworzyły się nowe możliwości działania. Z jednej strony takie, których sam kiedyś szukałem, ale nie znalazłem odzewu - czy ten odzew pojawi się teraz? Mam nadzieję, choć niestety wątpię...

Z drugiej strony takie, o których myślałem, że jeśli skorzystam to z pragmatycznej konieczności - bo takie działanie się może przydać...

Jedną z pochodnych obu opcji jest zamknięcie bloga albo przerobienie go na coś innego... Bo i tak nie wrzucam nic nowego, a sieć przeglądam raczej w biegu - na tyle jedynie, by coś lajknąć na fejsie :)

Się zobaczy... Albo i nie...

Babie lato się pojawiać zaczyna... i mgły... Piękna jest jesień... i ten kawałek, który dzis jakies 15 razy pod rząd :)


Miłego!

niedziela, 3 lipca 2011

Joanna i ja

Wczoraj poznałem Joannę. Spędziłem z nią kilkadziesiąt minut. W tym czasie pokazała kim jest, opowiedziała o swoim życiu, o emocjach, lękach, o tym, co w niej jest dobre i co złe. Przez kilkadziesiąt chwil naszej znajomości rozmawialiśmy o tym, czego nie widać, a co tkwi głęboko w naszych duszach i trwa. Były słowa o miłości, o tęsknocie, o braku ciepła i tej drugiej osoby. Były spojrzenia obcych ludzi i rodzące się z nich plotki i pomówienia. Były pytania - nigdy niezadane, a odpowiedzi zostały dopasowane do sytuacji. Było zło. Było też dziecko, mała dziewczynka, która uczyła się pisać słowo KOCHAM.

A potem Joanna odeszła. Wyjechała w góry, by zapomnieć o wszystkim. O emocjach, o strachu, o ciszy wokół i wewnątrz niej.

Jeśli ktoś z Was ją spotka - poświęćcie te półtorej godziny. Mimo prostego schematu scenariusza. Mimo kilku zbyt dosłownych i zbyt przewidywalnych scen czy zachowań.


wtorek, 21 czerwca 2011

Na wsi

W ostatnią niedzielę mieliśmy okazję odbyć wycieczkę na wieś. Taką prawdziwą, mazowiecką wieś, gdzie stoją chałupy kryte strzechą, gdzie wodę czerpie się ze studni żurawiem, gdzie droga biegnie wzdłuż pola obsianego zbożem pełnym chabrów...



Byliśmy mianowicie w Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu. Bilet rodzinny nie był tani, ale warto było dać te kilkadziesiąt złotych za czas spędzony w zupełnie innym świecie. Pomijając typową dla skansenów "sterylność" wnętrz chat, do których można tylko zajrzeć i standardową otoczkę muzealności - było warto dla tych kilku godzin prawdziwego wiejskiego spokoju.

No i dziewczynki wreszcie wiedzą jak wygląda indyk :)

środa, 4 maja 2011

Taki "wesoły" wiersz...


-- -- --

tak właśnie rodzi się pustka

kiedy w zegarach

zgrzytają mechanizmy

nadawania imion sekundom

kiedy wiatr zaczyna oddychać

ciemnością

a z ulic zmartwychwstają kamienie


tak rodzi się pustka

kiedy budzę się nad ranem

a w resztkach mroku

czają się anioły

których nie przysłał Bóg


tak właśnie rodzi się pustka

kiedy z furkotem czarnych sukien

nie omija nas

panna śmierć

(11.04.11)


niedziela, 3 kwietnia 2011

Dzieło Roku 2010

Wiersze zamieszczone poniżej były już kiedyś na blogu. Dziś wrzucam je ponownie ponieważ to właśnie dzięki tym tekstom przyznano mi I miejsce w kategorii literatury w konkursie na Dzieło Roku 2010 organizowanym przez MCK w Lipnie.

Nie jest to jakiś super konkurs, bardzo lokalny, bo tylko dla mieszkańców miasta. Mimo to nagroda jest dla mnie ważna. W sumie to pierwsza taka wygrana dla moich tekstów.

W konkursie na Dzieło Roku 2010 startowała również Rybiooka i jej także należą się gratulacje :) I miejsce ex equo w kategorii malarstwo za pracę "Pory roku". Cieszy mnie to baaaardzo, chociaż ją chyba mniej :)

Koniec chwalenia się. Teraz rozdajemy autografy :)


-- -- --

zachód słońca
gdzieś
w okolicach końca świata
gdzie niebo już kłania się
ciemności
a wiatr rozczesuje zmarszczki


w ogrodzie bez światła
myśli bez skazy
czas podzielony na porcje
i mrok
który porusza kamienie
(04.05.2010)


-- -- --

wygniecione dotykiem
światło poranka
rozszczepia chmury
wyrzucam w niebo
roztarty w palcach popiół
wszystkich zdarzeń
nitki twoich słów
rozwieszam pomiędzy oknami
niech nabiorą barw


11.11

spisana czarno na białym
czcionką z lat dawno już przeszłych
zgnieciona w kulę która mknie
w przestrzeniach umysłu
zbita w srebrny koralik na broszce
starszej pani
na spince do włosów
i do krawata

spisana i odczytana
błyszcząca dla mas
i dla mas niezrozumiana
tak niecodziennie codzienna
wolność



-- -- --

w koleinach wiatru
z rozpiętą
po ostatni guzik głową
przebiegam z ulicy w ulicę
głęboko połykając świat

oczy łakomie szukają
ostatnich oznak jesieni

-- -- --

poza przestrzenią i czasem
są kwadraty okien
bez szyb i zasłon
bez świateł

poza przestrzenią i czasem
są drzwi bez zamków
i dziurek do kluczy
a klamki tylko z jednej strony

poza przestrzenią czasu
są nieodgadnione
jaskrawe od słońca
krążki pamięci

poza czasoprzestrzenią
mglistych poranków
nie otwieram oczu
nadaremno



-- -- --

wstążkę snu
odklejam z powiek
za plecami zegar
wymyśla godziny
za oknem pachną nasiona śniegu



-- -- --

zmartwychwstaje
co dzień o poranku
kiedy gasną światła na ulicach
kiedy rozpina koszulę i zasypia noc

każdego dnia
w tej samej sukience
zabiera myśli słowa i nadzieję

pustymi spojrzeniami
fotografuje życie na śmierć
i nigdy nie wraca ze spacerów
z pustymi rękami


P.S. Mam dystans do wszelkich konkursów... Do tego także, choćby dlatego, iż był lokalny i intuicja mówiła mi od początku, że coś wygram... Mimo to cieszę się.

P.S.2 Jak tylko na stronie MCK pojawi się oficjalna informacja o wygranych nie omieszkam posta zedytować.

środa, 30 marca 2011

Matka Teresa od kotów

Wczoraj oglądaliśmy film "Matka Teresa od kotów".

Ten film to dowód na to, że można pokazać Zło bez ani jednej sceny przemocy. Wszystko jest tu czytelne i zrozumiałe. Historia opowiadana jest wstecz od momentu aresztowania głównych bohaterów. Pokazany jest rok z życia przeciętnej rodziny. Mieszkają w kamienicy czynszowej. Matka pracuje jako agent ubezpieczeniowy, ojciec jest żołnierzem, właśnie wrócił z misji. Starszy syn uczy się w jakiejś szkole psychotroniki czy czegoś podobnego. Młodszy do szkoły wcale nie chodzi - jest zapatrzony w brata. Najmłodsza córka po prostu jest.

Czy zwykła rodzina może tak bardzo rozpaść się w ciągu 12 miesięcy? Ojciec się wyprowadza, starszy syn coraz bardziej brutalnie traktuje wszystko dookoła, młodszy słucha tylko jego. Matka powoli znika z ich świata i ze świata w ogóle.

"Matka Teresa od kotów" to debiut filmowy Pawła Sali - wcześniej pracował dla teatru jako dramaturg i reżyser. I film ma w sobie coś teatralnego.

Podobała mi się w nim atmosfera niedopowiedzeń. Niedokończoność pewnych scen, rozmów. Mimo tego wszystko jest jasne i proste. Podobała mi się gra aktorów. Może najmniej Filipa Garbacza, który grał młodszego z braci, ale on ma jeszcze czas na grę. Rewelacyjna jest za to Ewa Skibińska w roli Teresy.

Ogólnie rzecz biorąc polecam tym, którzy jeszcze nie oglądali.

wtorek, 18 stycznia 2011

powidok

-- -- --

otworzył nam się widok

na bezcenną

nieskazitelną wieczność


zburzono kamienicę

w której pomieszkiwały anioły



poniedziałek, 27 grudnia 2010

Świąteczne after party :)

I skończyło się świętowanie... Pobudka 3.40 i do pracy :)

Ale święta chyba mogę zaliczyć do udanych. Przez niemal całe dwa dni układaliśmy puzzle z obrazkiem Kubusia Puchatka i jego Przyjaciół. Tylko 1000 elementów:) Jeden tylko się nam gdzieś zapodział... Fajna sprawa takie puzzle. Można się było wyłączyć i nie myśleć tylko o serniku i szarlotce :)

A dziś udało nam się wyjść do lasu na pół godzinki sanek. Dziewczynki oczywiście szybko zmarzły, bo mróz, ale mimo wszystko było miło. I wreszcie zimowe fotografie...



Dzięki za wszystkie życzenia i dobre słowa!

I właściwie to powinniśmy sobie tak dodatkowo poświątecznie życzyć spełnienia tych wszystkich życzeń, którymi nas obdarzono w czasie świąt..

No to życzę Wam tego:)

piątek, 24 grudnia 2010

Z opłatkiem...

Wszystkim tym, którzy tu zaglądali, tym, którzy zaglądają oraz tym, którzy zaglądać będą

spokoju, radości i pogodzenia ze światem takim jaki jest - tego życzę z okazji Bożego Narodzenia.


piątek, 10 grudnia 2010

Coldplay - wreszcie...


Jakoś im do tej pory nie po drodze było. Szkoda tylko, że na Openera, a nie na kilka koncertów przyjadą... Ale nie ma co narzekać. Bilety tyle co na J.M. Jarre - 165 PLN :)

poniedziałek, 1 listopada 2010

Dzień Świętych

Dwa ujęcia z zaniedbanego i częściowo zapomnianego cmentarza parafii ewangelicko-augsburgskiej w naszym mieście. Jest tam mnóstwo starych grobów, w większości zarośniętych krzakami, ukrytych pośród drzew. Dziko tam i pięknie.



Był kiedyś w mieście także kirkut, ale zniszczyli go hitlerowcy podczas wojny, a potem macewy użyto jako budulec na drogi miejskie. Nawet całkiem niedawno, bo w latach 70-tych.

Zostało tylko wzgórze, na którym stoją poniemieckie domy...

poniedziałek, 18 października 2010

I don`t like monday, I like MannDay :)

Dziś premiera.


Jak ktoś chce mi zrobić prezent w postaci TEJ KSIĄŻKI, to chętnie przyjmę :) A tak serio to polecam. Kto zna Wojciecha Manna z Trójki - wie dlaczego warto.

czwartek, 14 października 2010

Muzyka, która nie znika...

Dostałem zaproszenie od Pchełki. Biorę udział, bo muzyka jest zjawiskiem, które od dawna mnie jakoś wewnętrznie kształtuje i jest w moim życiu obecna cały czas. 

Wybrać trzy utwory było trudno, bo to tylko wierzchołek całej góry przeróżnych muzycznych przeżyć i inspiracji. Zatem tak umownie trzy najbardziej "ciarkotwórcze" kawałki :)

Na początek zespół polski. Nazywał się COLLAGE, a ich pierwsza płyta poruszyła we mnie wszelkie możliwe struny wrażliwości. 


Utwór drugi także po polsku. SZTYWNY PAL AZJI i przepiękna "Wieża radości, wieża samotności".


Jako trzeci U2 i jedna z najpiękniejszych fragmentów z płyty "The Joshua Tree" - "With Or Without You".

niedziela, 10 października 2010

Jesień - słonecznie i koncertowo


Póki co jesień jest piękna. Słońce rozpieszcza chociaż pierwsze przymrozki też dają się we znaki. Zwłaszcza kwiatom i liściom drzew - te opadają na potęgę.



Dzisiaj udało się znów pospacerować w słońcu i było pięknie. Wczoraj też było pięknie, bo w dawnej przedwojennej cerkwi czyli w obecnym kinie wystąpiła Renata Przemyk z zespołem jako Akustik TRIO. Bilety były drogie jak na nasze małe miasteczko, ale koncert -  WYŚMIENITY! Pełen muzycznej magii i słów Renaty - o wierze, miłości i o magii również. Pierwszy raz miałem okazję widzieć Renatę Przemyk na żywo, ale myślę, że nie był to kolejny odbębniony koncert na trasie. Było naprawdę baaaardzo przyjemnie :)