niedziela, 3 lipca 2011

Joanna i ja

Wczoraj poznałem Joannę. Spędziłem z nią kilkadziesiąt minut. W tym czasie pokazała kim jest, opowiedziała o swoim życiu, o emocjach, lękach, o tym, co w niej jest dobre i co złe. Przez kilkadziesiąt chwil naszej znajomości rozmawialiśmy o tym, czego nie widać, a co tkwi głęboko w naszych duszach i trwa. Były słowa o miłości, o tęsknocie, o braku ciepła i tej drugiej osoby. Były spojrzenia obcych ludzi i rodzące się z nich plotki i pomówienia. Były pytania - nigdy niezadane, a odpowiedzi zostały dopasowane do sytuacji. Było zło. Było też dziecko, mała dziewczynka, która uczyła się pisać słowo KOCHAM.

A potem Joanna odeszła. Wyjechała w góry, by zapomnieć o wszystkim. O emocjach, o strachu, o ciszy wokół i wewnątrz niej.

Jeśli ktoś z Was ją spotka - poświęćcie te półtorej godziny. Mimo prostego schematu scenariusza. Mimo kilku zbyt dosłownych i zbyt przewidywalnych scen czy zachowań.


6 komentarzy:

Rybiooka pisze...

Wow ! jakaż piękna recenzja :) to imię Cię tak zainspirowało?
A tak na poważnie dodam iż temat wojny, Żydów maglowany po raz któryś tam z kolei a wciąż ukazuje nowe aspekty problemu, ludzi , tamtego czasu.
I co przeraża ponad czasowa płytkość w ocenie ludzkich działań.... smutne.

FILM POLECAM !!!

Latarnik pisze...

Droga Żono, inspiracja niejedno ma imię :*

czarek samuel k. pisze...

Tak, zaciekawiliście mnie tyle, że po prostu obejrzę:-)

Beata pisze...

piekna recenzja, warta nagrody

Latarnik pisze...

Czarku, warto obejrzeć
Beato, wszelkie nagrody chętnie przyjmę :)

Beata pisze...

powtarzam się no ale cóż
recenzja piękna
koniecznie obejrzę