środa, 5 sierpnia 2009

Zapracowany...

Tak, zapracowany ostatnio jestem strasznie. Głównie dzięki mojej firmie, która dostarcza mi niezmordowanie wielu niezapomnianych wrażeń i nie zapomina o mnie kiedy trzeba obciążyć obowiązkami... :) Np 20% pensji brutto zostało nam w tym miesiącu zabrane, bo jest trudna sytuacja finansowa w zakładzie... Ech.. 

Z tego zapracowania nawet ni chce mi się wieczorem pomyśleć i sklecić choćby dwa zdania na bloga... Dobrze, że chociaż czytanie innych nie zabiera tyle czasu i sił :) :)

W niedzielę byliśmy u chrzestnego Agaty. Było miło i upalnie :) Stamtąd dwie "fotopamiątki".

Winogronowy dach nad altaną 

i muszle ze zbiorów chrzestnego ojca


W całym tym zmęczemiu jeszcze udaje się wyłapać czasami takie chwile, kiedy człowiek mimo wszystko odpoczywa wewnętrznie... Dobre i to, choć przydałby się dłuuuugi urlop. A tu raptem 4 dni i można zapomnieć o jakimkolwiek wyjeździe... 

Rzut oka na chwile przyłapane po deszczu...

5 komentarzy:

Temi pisze...

Zielony uspokaja:).
Ze wszystkich stron słyszę o kryzysie. Może cięcie kosztów jest trochę na wyrost, na wszelki wypadek, żeby nie było gorzej, by zaoszczędzić na czarną godzinę?

słodko-winna pisze...

Deszczochwile są niezwyczajne:)

Emma pisze...

te dwa od dołu rewelacyjne!

pozdrawiam - też zapracowana jestem :-(

Rybiooka pisze...

Temi a ekonomiści mówią że recesja się cofa i udało nam się ja przeżyć.. więc komu wierzyć? tez uważam że cała afera z kryzysem jest na wyrost....

Holden Caulfield pisze...

cuuuuuuuuuuuuuuuuuuudooooooooooooooooowneeeeeeeeeee

KROPLE

ZAJEFAJNE - TO KOMENTARZ SZYMONA