poniedziałek, 30 marca 2009

Już po urlopie. Jak zwykle był za krótki, by zrobić wszystko to, co by się chciało, co było zaplanowane i jeszcze żeby starczyło czasu, aby po prostu odpocząć. Ile by w sumie taki urlop nie trwał, to zawsze będzie za mało :)

Tym razem starałem się odnowić kawałek naszej sypialni. Kolor wymyśliła Monika, ja wybrałem odpowiedni odcień w zaprzyjaźnionym sklepie z farbami. POMARAŃCZOWY :)

Po malowaniu wreszcie znalazły swoje miejsce anielskie skrzydła z topolowego drewna. Powstały raczej niechcąco z obladrów podczas cięcia pnia na deski w tartaku. Trzy lata leżały na strychu, a teraz po lakierowaniu zawisły w sypialni. 

Wczorajszy spacer oprócz przeziębienia Zośki - przyniósł kilka zdjęć. M.in. pierwszą rzęsę, która pojawiła się w rowach melioracyjnych nad rzeką.

Jest to kolejny objaw wiosny jakby nie patrzył :) Aha!! I słowiki dziś wieczorem słyszałem!!! 

P.S. Dziękuję Cynce z CYNKOWEGO POLETKA za poetycki scrap! 

2 komentarze:

cynka pisze...

za co nie ma :-)))))

Emma pisze...

kolorek bardzo konkretny, dodający energii...;-)