niedziela, 30 sierpnia 2009

Ta ostatnia sobota, ta ostatnia niedziela...

Taaak.. Kończą się wakacje... Ostatnia sobota i ostatnia niedziela sierpnia. Znów zacznie się budzenie syna do szkoły, robienie kanapek przed wyjściem do pracy, pilnowanie odrobionych lekcji... Jesień nadchodzi wielkimi krokami, ale.. ja bardzo lubię jesień. To chyba nawet piękniejsza pora roku niż wiosna! Ta melancholia, ten jesienny smutek, mgły, deszcze i wiatr...

W sobotę byłem z Konradem na wycieczce rowerowej. Krótko, ledwie 5-6 kilometrów za miasto. Pierwszy raz zobaczył filary zarwanego mostu, pokręciliśmy się też trochę po okolicznym lesie. Znalazł nawet kilka grzybów! Jadalnych, bo to on jest w naszej rodzinie specjalistą od tychże. Ja na grzybach się nie znam w ogóle. Dla mnie wszystkie wyglądają pięknie :)

Dziś z kolei wszyscy poszliśmy do lasu. Odetchnąć, wyciszyć się.. Popatrzeć na resztki lata...

Zapiątek minął całkiem miło :) Oto kilka uchwyconych chwil jeszcze pachnących latem, ale z jesienią w tle...

Motyl schował się przed deszczem na naszej gruszy


Pieniek z lasu przy moście


Moje grzyby :) Ładne, ale niezjadliwe



Dzwonki


5 komentarzy:

słodko-winna pisze...

Piękne dzwonki, smakują równie cudnie z jagodami.W moim lesie pojawiają się jesienne borowiki:)

Pchełka pisze...

Uwaga!! Grzybek jest trujący!!:)) Mam podobne refleksje..szkoła, kanapki, lekcje x2 ale i tak kocham zimę ( i narty)..pozdrawiam

Holden Caulfield pisze...

grzyb z fory trujący, ale opowieść wyprawa jak najbardziej zdrowa!

marcinsen pisze...

Ale tych jadalnych nie pokazałeś. Mamy wierzyć na słowo? Zapomnij...:)

Rybiooka pisze...

Jadalne K. oczyścił i na nitkę nawlekł.Susza się :)Po tym poście jakoś mi sentymentalnie na duszy...