wtorek, 28 lipca 2009

Sen - nie sen

Wywołany na pojedynek przez Emmę publikuję jeden z moich "snów". Zdarzył się tylko raz, mniej więcej wiosną 1996 roku. Gwoli wyjaśnienia... To był czas, kiedy zacząłem interesować się Tarotem i podobnymi sprawami. Sen był swego rodzaju odpowiedzią na wszystko to, co próbowałem robić z kartami i na to, czego próbowałem się z kart Tarota dowiedzieć. Zaznaczę jeszcze, że jeśli chodzi o Tarota, to wszedłem od razu na głęboką wodę. Wcześniej nie było nic i nagle pojawiła się Wiedza.

Właściwie nawet nie był to sen, a zdarzenie na pograniczu...

Spałem ot, tak po prostu. W pewnym momencie przebudziłem się i zauważyłem, że u szczytu mojego łóżka stoi facet. Wzrostu średniego, z brodą i założonymi rekami. Patrzył na mnie. W następnej sekundzie poczułem paniczny strach, ale nie mogłem nawet krzyknąć ani się poruszyć. Potem czas zwolnił i poczułem całym niemal ciałem uderzenia swojego serca. Podwójne, ale w bardzo zwolnionym tempie. A potem pomiędzy jednym a drugim biciem facet dosłownie włożył we mnie rękę i zacisnął na sercu. Ścisnął i przytrzymał. Potem puścił i wtedy dopiero nastąpiło drugie uderzenie serca. 

Facet za moment zniknął. A ja byłem w takim szoku, że po prostu odwróciłem się na bok i zasnąłem. Dopiero rano dotarło do mnie co tak naprawdę mi się przytrafiło. Na pewno nie działo się to w trakcie snu. Zbyt było wyraźne, zbyt namacalne, zbyt straszne...

Całe to wydarzenie odebrałem jako ostrzeżenie, by nie szukać zbyt intensywnie, by nie próbować poznać wszystkiego od razu. Zrozumiałem, że o pewnych rzeczach wiedzieć nie powinienem. Od tamtej pory Tarot bardziej służył mi do medytacji i poznania samego siebie niż czytania zdarzeń teraźniejszych czy przyszłych.

Od tamtego czasu też mniej więcej mam w domu "gości". To ktoś w rodzaju opiekunów, aniołów stróży... Ale są też i inne "postaci". Takie pokroju tego gościa co mnie za serce chwycił ;)

Tylko, że to już inna historia, bo spotkań z "duchami" miałem więcej...

5 komentarzy:

Emma pisze...

:-O

nie strasz mnie, jak Cię proszę!

do tej pory nie wierzyłam w tę całą wiedzę tajemną...

ale miałeś SEN, nie powiem...
myśle, że to było właśnie coś w rodzaju ostrzeżenia, ale to Twoja podświadomość cię ostrzegała.

dzięki za opowieść!

mam dreszcze, dobrze, że to dzień...

słodko-winna pisze...

O kurczę. Ja tylko raz miałam taki sen z pogranicza.Ale nie było w niej żadnej postaci..tylko jabłko - piękne, pachnąc/czułam ten zapach/. Obudziłam się siedząc przy stole z ręką wyciągniętą w kierunku jabłka, którego nie było.To był jeden jedyny raz, gdy miałam tak prawdziwy, realny sen.
A tarot uśmiecha się do mnie z półko.A zaczął się tak niewinnie od książki pana Suligi.
Uwielbiam takie opowieści Latarniku:)

Latarnik pisze...

Suliga - w pewien sposób to właśnie on wprowadzał mnie w tajniki Tarota. Szkoda, że nie osobiście... A jakiego Tarota posiadasz, jeśli można zapytać?

Rybiooka pisze...

A ja mam inne spojrzenie na ten sen- tak mnie naszło przy garkach.
Może to ostrzeżenie przed człowiekiem było? hmm bo to czas gdzie wszedłeś w niepotrzebny (?) układ. Ale to moje marudzenie....

słodko-winna pisze...

Mój tarot jest zwyczajny, "dostanięty" w prezencie dawno temu.
Pani A.Jaśniak.