sobota, 17 października 2009

Warto było!

Czwartek. Najpierw 8 godzin w autobusie - żeby za łatwo nie było :) To w końcu niemal 400 km do Krakowa... Potem chwila odpoczynku  w hostelu (jak ktoś szuka taniego noclegu to mogę polecić) i wreszcie wyprawa do Klubu Studio. Oczywiście nie obyło się bez problemów. Nie znając w ogóle miasta w pewnym momencie zacząłem polegać na  języku i pytać o drogę. No i zabłądziłem, bo ktoś skierował mnie w stronę przeciwną. Trzeba było zawrócić i nadrobić jakieś trzy kilometry. Wreszcie trafiłem. Zespół supportujący już zaczynał grać. Najpierw dyskusja z ochroną, bo nie spodobał się im mój aparat. Za dużo miał megapikseli... :) Chciałem z nimi dyskutować, to mnie postraszyli wyglądem i w efekcie żadnych zdjęć nie zrobiłem. 

A sam koncert... Warto było przejechać te 400 km, żeby zobaczyć i posłuchać ARCHIVE na żywo. Zagrali cały chyba materiał z ostatniej płyty czyli "Controlling Crowds" . Mój ulubione " Words On Signs" i "Funeral" - REWELACJA! Po krótkiej przerwie były bisy. Kilka kawałków ze starszych płyt. Coś było z "Londinium" i "Lights" ("System" i kolejny mój ulubiony czyli "Sane"). Na koniec - wiadomo - "Again" z płyty "You All Look The Same To Me". 

Dwie godziny fantastycznej muzyki. Świetne wizualizacje. Małym potknięciem był playback w "Collapse/Collide", ale wokalistka Maria Q chwilowo na koncertach nie występuje. Warto było być, chociaż drugi raz 100 zł za bilet bym nie dał. Chyba, że koncert odbywałby się w sali o  zdecydowanie lepszej akustyce i i innym usytuowaniu sceny. Klub Studio jest chyba raczej nastawiony na innego rodzaju muzyczne imprezy niż koncerty takich gwiazd jak ARCHIVE. To był minus koncertu, bo niestety głosy wokalistów ginęły w burzy dźwięków zespołu. Dobrze, że człowiek zna teksty niemal na pamięć :)

P.S. A w poniedziałek premiera NOWEJ płyty zespołu "Controlling Crowds IV" :) :)

9 komentarzy:

Holden Caulfield pisze...

DOBRZE, że było dobrze! Pod Twoim wpływem trochę ich posłuchałem... Dobre, ale:)))))

Latarnik pisze...

Holden, a czego konkretnie słuchałeś, bo oni z płyty na płytę trochę styl zmieniali :)
Ostatnia jest trochę powrotem do początków czyli trip-hopu, a te "śrdkowe" płyty były bardziej rockowe.

czytelnik rzeczywistości pisze...

Muszę nadrobić muzyczne zaległości, bo nazwa zespołu niestety nic mi nie mówi... :(. A Kraków, ech... duchowo moje miasto :). Podobno na koncerty to lepiej brać analogi ;). Jak zobaczą takiego Zenita, to na pewno wszystko będzie ok :).

Euterpe pisze...

Latarniku, Twoje "ale" muszę przyznać są uzasadnione, ale mimo wszystko dla mnie był to jeden z lepszych koncertów na jakich byłam, totalnie poddałam się atmosferze;) I z pewnością zapłaciłabym jeszcze raz 100 zł, żeby ich posłuchać. (No może nie w najbliższym czasie bo aktualnie zbieram na listopadowy koncert Placebo;)

P.S. Controlling Crowds IV-już nie mogę się doczekać;)

Małgorzata pisze...

Cieszę się, że wypad się udał, a Archive lubię, zwłaszcza te rockowe kawałki:)

Pchełka pisze...

:)) pozytywnie zakręcony rodzic...bardzo fajnie...pozdrawiam

MajaK pisze...

....na drugi raz jak będziesz w Krakowie i się ze mną nie umówisz na piwo...to się obrażę ...:):)...pozdrawiam i cieszę się,że Ci się podobało....

Margo pisze...

Cieszę się, że pojechałeś i usłyszałeś. pozdrawiam

:)

Emma pisze...

fajnie :-)
spełniłeś swoje marzenie.