poniedziałek, 26 października 2009

Dialogi z Agatą...

A raczej dialogi Agaty. Wracamy z dziewczynkami z Biedronki. Zocha w wózku, Agata na nogach. I jęczy, że ją nogi bolą i chce "na barana". I mówi, że chciałaby lizaki na dzień słodyczowy (u nas takowy obowiązuje w soboty). Ale ponieważ jest już raczej ciemno i niespecjalnie chce nam się iść do innego marketu tylko po owe lizaki, to skręcamy w stronę domu. Wtedy Agata w płacz i tak wyje sobie przez pół ulicy. W końcu dogania nas sąsiadka i zagaduje ją. I taki oto dialog się wywiązuje:

Sąsiadka: -Czemu tak płaczesz?

Agata: -Bo rodzice nie chcą mi kupić lizaka.

Sąsiadka: -A dlaczego?

Agata: - Bo mówią, że nie mają pieniędzy.


No i w tym momencie nie wiadomo czy się śmiać z rezolutnej odpowiedzi 4-latki, czy płakać. Sąsiadka odparła na to, że rozumie, bo ona też czasami nie ma pieniędzy na różne przyjemności.

Ogólnie rzecz biorąc u nas rozmawia się o braku kasy na to i owo, bo do przysłowiowego pierwszego czasem zbraknie, jednak nie aż tak, by robić z tego aferę, że nie ma na lizaki. A tymczasem dziecko wie swoje :)

7 komentarzy:

Małgorzata pisze...

Dzieciaki, na nasze nieszczęście, mają dobrą pamięć do różnych wyrażeń i nigdy nie wiadomo kiedy je wykorzystają:)

Beata pisze...

bo to najprostsza odpowiedz, która nie pociąga za sobą lawiny dalszych pytań:)

słodko-winna pisze...

I już ją kocham:D

Holden Caulfield pisze...

dzieci ratują nas - przywołują do pionu...
Oj, powiem Ci szczerze, chciałbym zostać jeszcze Ojcem. Kocham mojego Sz. i tęsknie do W., ale jeszcze chciałbym
choć pieniędzy brak:)))

Emma pisze...

to może podaj numer konta ;-))

Pchełka pisze...

żeby to raz mnie spotkała taka sytuacja!!!! zawsze muszę być czujna :)) pozdrawiam

zielone-buty pisze...

oczywiście, że śmiać się! mądre Dziecko, uważne :)